Jest pani pewna, że zna pani swoją córkę i wie o niej wszystko?
Zmiany społeczne, ustrojowe czy nawet obyczajowe wymagają czasu, aby w pełni się dokonać. Choć często są to zmiany na lepsze, to początkowy etap potrafi nieźle namieszać w świadomości człowieka i w jego otoczeniu. Najtrudniej mają ci, którzy za nimi nie nadążają i kurczowo trzymają się tego, co było. W końcu wszystko wydaje się lepsze od tego, czego nie znamy i nie rozumiemy. Strach potrafi sparaliżować i doprowadzić do tragedii. Tak też się dzieje w przypadku bohaterów „Bajtla”, którzy nie tyle nie podążają za rzeczywistością, co uważają, że w ich przypadku nic już nie da się zmienić zarówno pod względem społecznym, jak i osobistym. Ich umysł tak przesiąknięty jest pesymizmem, że nie potrafią dostrzec nieszczęścia, które dzieje się na ich oczach.
Matka czuje i widzi więcej, niż sama przed sobą chce przyznać, a przecież już od kilku miesięcy, kiedy Urszula patrzyła na Jolę, dostrzegała nie dziecko, ale młodą kobietę.
Wyobraźmy sobie taki oto świat: Katowice lat 90-tych oraz dzielnice, w których czas się zatrzymał i nie ma widoków na zmiany; sposób myślenia i postrzegania świata przekazywany z pokolenia na pokolenie, który nie pozwala na odmienność oraz nie zakłada lepszej egzystencji; powielanie błędów poprzednich pokoleń i przekonanie, że tak musi być już zawsze. Czyż to nie smutna rzeczywistość, która aż prosi się o nieszczęście? Kiedy znika nastoletnia Jola, a pare lat później Dorota, smutna egzystencja zaczyna zbierać swoje żniwo, a później okazuje się, że nie tylko one stały się ofiarami systemu, nieudolności życiowej i stagnacji. To właśnie ta ostatnia przyczyniła się najbardziej do nieuważności wobec własnych dzieci i cichego przyzwolenia na przemoc. Świat, w którym przyszło żyć zaginionym dziewczynkom był więzieniem, na które skazała ich wszechobecna ignorancja wobec emocji i uczuć. A kiedy przyszła refleksja, było już niestety za późno…
Ciągle cierpiał na jej deficyt, brakowało mu matczynej czułości i ciepła, stąd obawa, że nawet ten substytut zostanie mu zabrany.
Przypadkami zaginięć dziewczynek zainteresował się Borys Dyrda, doświadczony dziennikarz, który swoim pisarskim nosem czuje, że szykuje się tutaj grubsza sprawa i koniecznie trzeba ją rozwikłać. Angażuje wszystkie swoje siły, aby je odnaleźć i doprowadzić winnych do odpowiedzialności za popełnione czyny. Nie spodziewa się, że to, co odkryje okaże się tak wstrząsające, a sam będzie musiał nieraz wrócić myślami do własnego trudnego dzieciństwa. Uczucia, które przypomną o swoim istnieniu, będą nieraz przywoływały niechciane wspomnienia i poczucie, że nie ze wszystkimi udało mu się rozliczyć i pogodzić. Choć dorosły i doświadczony, uświadamia sobie, jak bardzo dziecięce lata wpływają na późniejsze życie. Czy zaginionym dziewczynkom dane będzie doświadczyć dorosłości i czy świat, w którym żyją choć odrobinę się zmieni?
Tytułowy „bajtel” to synonim człowieka, który padł ofiarą znieczulicy społecznej i rezygnacji z walki o lepsze jutro. Nie chodzi tutaj tylko o dzieci, ale także o kobiety i mężczyzn, którzy pozbawieni perspektyw, tkwili w zamkniętym kole własnych przekonań i słabości. Pomoc niestety w ówczesnych czasach istniała tylko na papierze lub jedynie w przeświadczeniu osób, które w tej samej epoce żyły w zupełnie innej rzeczywistości. Jakże drobiazgowo opisała tamten świat Magdalena Majcher. Przekazała nam nie tylko realia społeczne i językowe, ale emocjonalne rozterki bohaterów. Dodatkowo, całą historie ubogaca psychologiczne podejście do jakże trudnego tematu nieporadnych życiowo obywateli katowickich dzielnic i skutków ich osobistych wyborów. Jak zwykle zaskakuje tematem, analizą ludzkich zachowań i obietnicą kolejnych.
Gorąco polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Magdalena Majcher, Bajtel, Wydawnictwo WAB, 2025