Czasami faktycznie trzeba odseparować się od przeszłości, aby móc dalej żyć.
Kiedy słyszę słowo „zaścianek”, do głowy przychodzą od razu takie oto skojarzenia: zacofanie, zastój, ograniczenie, brak perspektyw, nuda… Po prostu koniec świata! Kto przy zdrowych zmysłach chciałby tkwić w miejscu, które znajduje się niemal poza cywilizacją i oferuje tylko to, co akceptowane od lat? A gdzie nowoczesność, rozwój, zmiany na lepsze i indywidualizm, którego próżno tam szukać? Wydaje się zatem, że jedynym wyjściem jest ucieczka, nawet kosztem zerwania więzów z własnym dziedzictwem. Nie dla wszystkich brzmi to niczym melodia życia, a niektórych wręcz przeraża. A co, gdyby tak zostać i próbować zmienić coś na miejscu, tak od środka? Choć wydaje się to walką z wiatrakami, każda epoka potrzebuje śmiałków gotowych stawić czoła zaściankom!
Tak, na pewno zostanie starą panną. Komu potrzebna kobieta, która się gdzieś szlaja, zamiast siedzieć w domu?
W obliczu owej „zaściankowości”, niektóre sprawy, z pozoru błahe, mogą urosnąć do rangi poważnego problemu. Kiedy Marynia, córka bogatego szlachcica Stanisława Tylewicza, nie wykazuje zdolności ani muzycznych ani malarskich, jej matka załamuje ręce. Co Marynia pocznie, przecież „utalentowane panny szybciej znajdują mężów”?! Nie dla niej jazda konna, samotne spacery, dyskusje, które (o zgrozo!) jakoś bardziej ją nęcą i interesują. Na szczęście Marynia chociaż język francuski przyswaja z łatwością. Gdyby nie to, jej matka Emilia pewnie wezwałaby doktora… Takich osób jak Marynia było w owym czasie niewiele, takich które oczekiwały od życia czegoś więcej niż powielania utartych szlaków i błędów. A dodatkowo Marynia chciała wyjść za mąż z miłości!
W pewnym momencie Zygmunt odniósł wrażenie, że przypomina królewnę, o której kiedyś niania czytała mu bajkę i którą, zgodnie z treścią tejże bajki, rycerz powinien obudzić pocałunkiem…
Jeśli Marynia miałaby być księżniczką, to cały królewski świat musiałby przejść totalną metamorfozę:-) Choć była kobietą z krwi i kości, romantyczką w sercu i urodą na twarzy, to jednak jej zachowanie i ideały dalekie były od tych oczekiwanych. Jej praktyczne podejście do życia, sprzeciw wobec narzuconych norm społecznych i żywe zainteresowanie emancypacją (o zgrozo!) kłóciły się z wizją panny na wydaniu. Jednak jedno pozostało niezmienne – chciała znaleźć partnera na resztę życia. Ale takiego, który ceniłby ją jako żonę, matkę, ale także jako kobietę, która myśli, pragnie i zdobywa. Czy pod koniec dziewiętnastego wieku było to możliwe? Okazuje się, że niektórzy panowie również oczekiwali daleko idących zmian w stosunkach damsko-męskich. I kto chciałby w takim razie uciekać z zaścianka?
Doszła do wniosku, że kiedy ktoś jest zakochany, to po prostu o tym wie – nie ma żadnych wątpliwości i nie musi sobie zadawać żadnych pytań…
Czy Marynia odnajdzie się w świecie, który nie jest jeszcze gotowy na takie kobiety jak ona? Czy poradzi sobie jako prekursorka innego stylu życia? Czy wreszcie znajdzie upragnioną miłość, która zapewni jej zarówno poczucie bezpieczeństwa, jak i swobodę działania? No i o co chodzi z tym całym „uciekaniem” z zaścianka? Tak wiele pytań, które oczekują odpowiedzi.
„Ucieczka z zaścianka” to tylko pozornie lekka romantyczna opowieść, która skupia się na miłosnych relacjach dziewiętnastowiecznej młodzieży. Dużo w niej ponadczasowych przemyśleń o roli kobiety w świecie, o trudnej drodze jaką musiały przejść, by zerwać z konwenansami i wytyczonymi rolami. To ironiczna metafora naszej wizji ówczesnego świata, bo choć tak wiele się zmieniło, niektórzy ciągle tkwią w ideologicznym zaścianku.
Polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Ucieczka z zaścianka, Małgorzata Kasprzyk, Wydawnictwo WasPos, 2025