A kto inny mógłby cię skrzywdzić jak nie ludzie?

Czy zastanawiał_ś się kiedyś, jak wyglądało życie, kiedy kazano ucichnąć drzewom, rzekom, jeziorom i wielu innym, którzy tak ochoczo przemawiali do umysłów słowiańskich dusz? Co działo się w sercach ludzkich, kiedy nagle to, w co wierzyli, okazało się błędne i zakazano im nawet o tym myśleć? Wiara w bóstwa, te dobre i te złe, była opoką i drogowskazem dla każdego człowieka. Dzisiaj nazwalibyśmy ich może zacofanymi i ciemnymi, ale oni w swojej wierze widzieli jasną drogę, którą trzeba kroczyć. I jak to zwykle bywa, niektórymi wierzeniami można się zachwycać, inne uznać za absurdalne, ale niezaprzeczalnie były istotnym elementem świata, który brutalnie zniszczono. I właśnie w takim momencie poznajemy Sławę i Gniewomira, którzy tracą nie tylko dom, ale także siebie.

Gniewomirze, naprawdę chciałbyś opuścić to miejsce? (…) Przecież tu jest tak pięknie.

Nasi bohaterowie żyli sobie otoczeni przez ludzi i przyrodę, których znali. Może nie wszystko było kolorowe, a niektóre aspekty życia przytłaczające, ale mieli siebie i swoje ogromne przywiązanie. Wraz z wiekiem widzieli, że zaczyna łączyć ich coś więcej niż tylko przyjaźń i to było najpiękniejsze, co mogło ich spotkać. Niektórzy nie mieli nawet tego. Cóż począć, kiedy świat nie pyta nas o pozwolenie, tylko zmienia diametralnie nasze plany, a to, co wydawało się stałe i odwieczne, zostało starte na miazgę, zdeptane i odrzucone. Sława i Gniewomir zostali rozdzieleni, a dalsze ich losy zetknęły się z czymś, co było dla nich niezrozumiałe. Świat, który znali przestawał istnieć i nikt nie zadał sobie trudu wytłumaczenia im nowych reguł. W imię czego? Podobno w imię lepszego i jedynego boga. A tak naprawdę w imię władzy, większości i popularności.

Jomsborg to wolne miasto. Żyją tu chrześcijanie, ludzie starej wiary, ale i przypływający z innych krajów, gdzie wyznają innych bogów.

Zmieniający się świat za panowania Bolesława Chrobrego nie był przyjaznym miejscem, w którym można czuć się bezpiecznie. Było tak wiele poglądów na to, co oznacza „zmiana na lepsze”, iż trudno mówić o jakiejkolwiek jednomyślności. A to, co wymuszone siłą i groźbą trudno zaliczyć do osiągnięć ówczesnego świata. Wielu było takich, którzy pod przykrywką poddaństwa i przyjęcia nowej wiary, ciągle praktykowali to, co od wieków nakazywała im tradycja. Bo żadne zmiany nie dzieją się z dnia na dzień, ale potrzeba czasu i dobrych argumentów, aby je urzeczywistnić. Średniowiecze jednak nie należało do zbytnio pokojowych i wyrozumiałych epok. Jak w takich realiach Sława i Gniewko mogli ochronić się przed brutalnością, wrogością i odnaleźć drogę powrotną do siebie, kiedy każda z dróg wiązała się z niebezpieczeństwem, walką i wieloma znakami zapytania. A tym najważniejszym pytaniem było to, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają.

„Gdy ucichną dęby” to taka opowieść, która formą i tematyką przypomina legendę. Mamy w niej elementy i postacie historyczne, ale także zjawiska, które trudno logicznie wytłumaczyć. Czujemy atmosferę minionych czasów, aby można wyciągnąć wnioski na tematy bliskie nam również dzisiaj, takie jak wolność, równość, poszanowanie drugiego człowieka, zemsta czy wygórowane ambicje. Nie jest to powieść z gatunku tych porywających, emocjonalnych i wielowątkowych, ale ma w sobie ciekawy i zaskakujący obraz czasów dawno minionych. Kto by pomyślał, że chrześcijaństwo rodziło się w takich bólach, a tyle pięknych wierzeń odeszło w zapomnienie? Doszukałam się w niej pewnych nieścisłości, jeśli chodzi o daty panowania wspomnianych władców i warto byłoby wspomnieć o poczynionych zmianach (na potrzeby fabuły) choćby w posłowiu. W końcu trzeba wiedzieć, kiedy ucichły dęby, kto i kiedy je zagłuszył. Historia zobowiązuje.

Polecam miłośnikom legend, podań i krótszych opowieści.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Gdy ucichną dęby, Aleksandra Palasek, Wydawnictwo WasPos, 2025