Nie należy nikogo oceniać, jeżeli nie zna się jego historii (…) Żeby kogoś zrozumieć, trzeba z nim przejść chociaż fragment jego drogi.

Ile razy zdarza się nam w życiu spojrzeć na kogoś i od razu go ocenić, z góry przypisać mu jakieś cechy, bo tak się nam wydaje? Ludzie niestety lubią sądzić innych po pozorach, kierując się stereotypami, które często są mylne i krzywdzące. Bardzo trudno zmienić zdanie, jeśli nie poświęci się danej osobie więcej czasu, nie porozmawia czy nie wysłucha się jego/jej historii. Bo często dzieje się coś, czego nie życzylibyśmy sobie w naszym życiu, a ono i tak przychodzi. Zdarza się również tak, że pomimo niezbyt przychylnego pierwszego wrażenia, czujemy, że coś nas przyciąga do danego człowieka. Wtedy, pomimo logiki, a może nawet wbrew sobie, żadne osądy nie są w stanie powstrzymać nas od kontaktu z tą osobą. I właśnie na takim kontraście i na takich wewnętrznych wątpliwościach autorka osadziła swoją opowieść.

Człowiek bez innych ludzi jest słaby, czuje się nikomu niepotrzebny. Nic go nie łączy i nic go nie trzyma. Niby jest wolny, ale tak naprawdę czuje się bardzo samotny.

Kiedy osoba, którą Martyna darzyła zaufaniem i miłością, bardzo ją zawiodła i skrzywdziła, na jej głowę spada nagle cały świat. Nie tylko musi odwołać ślub, ale jeszcze wytłumaczyć innym, że to, co miało być trwałe i na całe życie, okazało się tylko powierzchowne. Żadne słowa nie są w stanie oddać jej stanu ducha i emocji. Można by rzec, że postanawia uciec, ale czasami jedyną formą terapii jest odcięcie się od tego, co nas przytłacza i przypomina o przeszłości. Wybiera portugalskie miasto Porto, które okaże się równie „rozdwojone” jak jej własna dusza. Bo jak ocenić bezdomnego inaczej niż jako nieudacznika, szczura, darmozjada? Jak zrozumieć kogoś, kto mieszka w ruderze, przesiaduje pod kościołem i właściwie nic nie robi? A tuż za progiem widzi się bogactwo i przepych… I czy to za sprawą osobistych przeżyć i poranionego serca, czy po prostu swoistego charakteru i wrażliwości, świat ulicy i bezdomności przyciąga Martynę niczym magnes. A szczególnie Gaspar, który ewidentnie wyróżnia się na tle innych…

Takie niespójne miasto, obok którego nie można przejść obojętnie. Coś w tym jest, że to miasto jest jak człowiek.

Martyna zaczyna zaprzyjaźniać się z miastem, które codziennie ją zaskakuje. W swojej samotności, zaczyna gromadzić wokół siebie coraz więcej przyjaznych ludzi oraz takich, których nie może do końca zrozumieć. Potrafi jednak słuchać, patrzeć, wyciągać wnioski i nie boi się wyciągnąć pomocnej ręki nawet w obliczu niebezpieczeństwa. Powoli odkrywa coraz więcej faktów na temat Gaspara i jego znajomych, a pewne „niezawinione” śmierci każą jej poddawać w wątpliwość to, co widzi. „Los pisze scenariusze, które są nie do wymyślenia” – i właśnie w takim filmie znajduje się Martyna. Bo Porto jest jak jak człowiek – raz kolorowe, a innym razem mroczne i przerażające. W każdym z nich jednak czai się okruch dobra, które nie zawsze ma szansę zwyciężyć…

Jesteś ze środkowej Europy. Wy jesteście inni niż my. Jakby trochę zimniejsi.

Czasami warto wykrzesać z siebie odrobinę więcej iskry, aby poczuć, zrozumieć i zaakceptować zupełnie inny świat. Nie wszystkie miejsca są przyjazne, nie wszystkie trzeba od razu pokochać, ale grunt to nie oceniać. Może właśnie wejście w mrowisko inności, ewidentnie brzydkiej rzeczywistości i otaczającej ją obojętności pozwala nam czuć bardziej, mocniej i intensywniej? I nie szufladkować, ale dostrzegać piękno tam, gdzie go nie widać. Być może to tylko pozory, a owa ciemniejsza strona życia po prostu wymaga od nas więcej? Nie każdy musi zbawiać świat, ale wszyscy powinniśmy nosić w sobie szacunek dla drugiego człowieka. Nikt nie powiedział, że to właśnie my nie znajdziemy się kiedyś po drugiej stronie, czekając na przyjazne oko przechodnia. „Szalone Porto” żyje, oddycha, pokazuje każde swoje oblicze i wciąga niczym wytrawny kryminał.

Gorąco polecam.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Szalone Porto, Jolanta Kosowska, Wydawnictwo Zaczytani, 2025