Czas kwitnących wiśni jest krótki i powoli się kończy. Jak życie (…) Kruche i ulotne, choć bywa równie piękne, jak kwiaty.
Życie to chwila, to moment, dlatego wraz z pierwszym naszym oddechem rozpoczyna się misja, aby ten czas wypełnić jak najlepiej. Sami stajemy się kierownikami naszej ziemskiej wyprawy i, cóż tu dużo mówić, czasami nie jest łatwo. Bycie swoim własnym szefem wymaga od nas wypracowania kompromisu z własnym ja praktycznie w każdej sprawie. Niestety często przenosimy osobiste lęki, rozterki i niepowodzenia na inne osoby, które chłoną nasze podejście do życia i trudno jest im odnaleźć swój własny głos w wielu sprawach. Tymi osobami najczęściej są nasi najbliżsi, a szczególnie dzieci, które bezwiednie naśladują zachowania dorosłych. I tutaj zaczyna się najtrudniejsza część naszej misji – jak żyć, aby okazała się ona obopólnym sukcesem?
Trudno jest ogarnąć piękno, jeśli ogląda się je samemu. We dwójkę jest weselej i wspomnienia zapisują się jakby wyraźniej…
W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka Hanna wraz z dorosłą córką Majką, która posiada własną pracę, własny pokój i …to byłoby wszystko. Cała reszta to tylko „pożyczona” egzystencja bez przyjaciół, krewnych, bez marzeń czy osobistych sekretów. Choć czasem udaje się jej przemycić odrobinę „inności” w codzienne życie, to jednak cała reszta naznaczona jest naukami Hanny, w których jest wszystko oprócz wolności. Bo przecież nadzieja, oczekiwania czy życzenia to tylko mrzonki, które i tak się nie spełnią. Tylko raz udało się Majce po kryjomu wypluć kwaśną wiśnię, z której nieoczekiwanie wyrosło piękne drzewo, cieszące oczy podczas kwitnienia. Gdyby tak częściej próbowała skutecznie „wypluwać” nakazy matki, może przynajmniej jej życie byłoby pełniejsze, a „stan nieoczekiwania na nic” zmieniłby się w stan radości z nowych wyzwań i pomysłów. A tak, jedynym jasnym punktem egzystencji obu pań jest Japonia i współdzielona fascynacja jej kulturą, jedzeniem i literaturą.
Czasem trudne wydarzenia mogą nas uwalniać z klatek, w których sami się zamknęliśmy.
Czy dwuosobowa rodzina to wystarczająca ilość, aby móc szczęśliwie żyć? Oczywiście, że tak. Pod jednym warunkiem – trzeba żyć razem, a nie tylko współdzielić mieszkanie; trzeba dzielić się troskami i radościami oraz wspierać nawzajem; oraz pozwalać drugiemu człowiekowi na własne wybory, nawet jeśli odbiegają od naszych wyobrażeń. W przeciwnym razie można dojść do wniosku, że właściwie to nie wiadomo, czy osoba, z którą dzielimy życie w ogóle nas kocha, czy będzie za nami tęsknić, kiedy nas zabraknie i czy jednak nie lepiej byłoby żyć samemu. Bo naukę samotności Hanna i Majka opanowały niestety do perfekcji… Majka żyje w poczuciu, że nigdy nie będzie dosyć dobra, aby zasłużyć na słowa uznania ze strony matki, a Hanna jest wręcz przekonana, że jej córka wcale jej nie kocha. I tak, żyjąc w ciągłych domysłach, w obliczu druzgocącej diagnozy, Hanna uświadamia sobie, że właściwie niewiele po sobie pozostawia. Jej misja zwana życiem okazuje się porażką.
Jeśli się kogoś kocha, to prawda o nim nie powinna zniszczyć miłości.
Jak zatem uratować naszą misję przed totalną katastrofą? Jak bezpiecznie dotrzeć do celu i jednak pozostawić po sobie dobre wrażenie lub ciepłe wspomnienia? Hanna dosyć niechętnie zaczyna wychodzić z domu, symbolicznie przekraczając granicę swojego wyobcowania. Ci, którzy dotąd wydawali jej się niewystarczający, aby poświęcić im więcej uwagi, nagle okazują się być nawet lepsi od niej. Lepsi w rozumieniu drugiego człowieka, pełni empatii pomimo trudów życiowych, a przede wszystkim bezinteresowni i otwarci na otaczający ich świat. Bo nie da się przejść życia w samotności. Potrzebujemy innych, by w pełni żyć. Nie tylko po to, aby czuć się szczęśliwym, ale żeby uszczęśliwiać innych. To właśnie dzięki nam, ktoś także może zacząć odbierać życie w odmienny sposób. A kiedy nas zabraknie, będą mieli w sobie wsparcie, które potrafi uchronić od szaleństwa i przywrócić życie na odpowiednie tory.
„Zanim przekwitną wiśnie” ma w sobie tak wiele zachwytu nad życiem, jak i bólu związanego ze strachem przed nim. Obie bohaterki odbierają codzienność w zupełnie inny sposób, a jednak postawa jednej osoby potrafi zasłonić wszystko to, co ta druga chciałaby zobaczyć. Jest tutaj miłość serwowana w dosyć dużej dawce, ale częstotliwość jej podawania pozostawia wiele do życzenia. To pełna emocji i wzruszeń opowieść o odchodzeniu, które daje tak wiele do myślenia – na temat wyborów życiowych, postawy wobec najbliższych, odpowiedzialności za tego, kogo „się oswoiło” i jego akceptacji. Historia Hanny i Majki pokazuje, że powinniśmy zachwycać się pięknem otaczającego świata zarówno wtedy, kiedy kwitną wiśnie, jak i wtedy, kiedy możemy delektować się ich owocami. A kiedy trafi się nam jakiś cierpki i niesmaczny, trzeba po prostu go wypluć i szukać takiego, który przypadnie nam do gustu. Jest tak wiele możliwości – nie bądźmy „byle jacy” i nie uczmy innych samotności, po to, aby życie okazało się misją godną światowej chwały.
Gorąco polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zanim przekwitną wiśnie, Natalia Przeździk, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026