(Nie)napisane (…) Rzeczy, o których nie mówimy i nie piszemy. Przemilczane. Nigdy nieopowiedziane.

Są w życiu takie momenty i takie wydarzenia, o których trudno myśleć czy mówić od razu. Chowamy je gdzieś głęboko, zapisujemy gdzieś w odmętach własnego umysłu, ale wyrzucamy klucz lub hasło, które mogłoby otworzyć plik i przypomnieć o tym, co się stało. A potem przychodzi czas, kiedy sami po niego sięgamy, czując, że nadszedł moment konfrontacji. Bo emocje nie mogą zostać „nienapisane”, jeśli się wydarzyły. One już i tak głęboko w nas siedzą i wracają nieproszone. Czy warto do nich wracać? Czy może lepiej pozwolić im tkwić w odmętach zapomnienia? A może jest po prostu odpowiedni czas, kiedy one same domagają się opowiedzenia?

Czasami bezruch to odpoczynek, ale zbyt długi bezruch to już śmierć.

Kiedy Joanna kupuje stary dom i przeprowadza się w okolicę, w której króluje cisza i spokój, nie przypuszcza, że to właśnie tam w jej życiu wydarzy się tak wiele. Zmagając się z własnymi lękami i demonami przeszłości, tak trudno otworzyć jej się na nowe znajomości i towarzystwo obcych ludzi. Najlepiej czuje się zamknięta w czterech ścianach, chociaż już wie, że nie powinna tego robić, bo przekraczanie własnych granic komfortu to jej życiowa zmora. Nie przypuszcza, że istnieją jeszcze tacy ludzie, jak mieszkająca obok Janina, którzy swoją nienachalną obecnością potrafią przebić najgrubszy mur samotności. I nie liczy się tutaj wiek czy profesja – anioła można spotkać po prostu w żółtej syrence, która choć wiekowa, potrafi dowieźć pasażerów wszędzie tam, gdzie powinni się znaleźć. A rozmowa wcale nie musi zaczynać się od spotkania twarzą w twarz – wystarczy, że się o kimś pamięta i skrobnie krótki liścik od czasu do czasu. A później słowa same wypływają z wnętrza duszy. I wtedy okazuje się, że Kobieta w Czerni idealnie pasuje do Kobiety w Różu – tak różne, a tak samo symboliczne.

Pokrewne dusze zawsze na siebie trafią i znajdą właściwą drogę.

„Nienapisane” to opowieść przede wszystkim o przyjaźni, takiej, która przekracza granice czasu i miejsca. To właśnie prawdziwy przyjaciel odgrywa tutaj rolę kluczową – jest przewodnikiem, powiernikiem, a także gwarancją poczucia bezpieczeństwa nawet w najgorszej chwili życia. Bo często to nie więzy rodzinne okazują się najsilniejsze, ale te, które stworzyliśmy sami. To one są w stanie oprzeć się każdej życiowej burzy, a kiedy trzeba, pociągnąć za odpowiedni sznurek, aby pomóc nam wrócić na właściwe tory. Bo nie chodzi o to, aby być razem tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale w momentach, w których niebo spada nam na głowę. I trwać – mimo że czujemy, iż pewne tajemnice wciąż czekają na opowiedzenie. A może wolą zostać po prostu „niewypowiedziane”?

Nie chcę ciągle stać samotnie i patrzeć, jak mój autobus odjeżdża.

To także pięknie opowiedziana historia o potrzebie odnalezienia swojego miejsca na ziemi, w którym czujemy się sobą bez względu na wszystko. O lękach, z którymi walczy każdy z nas, nawet jeśli udaje, że wszystko u niego w porządku. Ogromną wartością tej książki jest jej „nienachalność” – tutaj wszystko ma swój odpowiedni czas, a bohaterowie prowadzą czytelnika poprzez trudy ich życia niczym czuli przewodnicy. Wiedzą, że zarówno oni, jak i my jesteśmy naznaczeni przeszłością, co nie znaczy, że powinniśmy obarczać innych swoimi problemami. Jeśli ktoś będzie chciał, to znajdzie chwilę, aby zatrzymać się i posłuchać. Natarczywość przynosi odwrotne rezultaty.

Nienachalna, refleksyjna, pełna prawdy o ludzkim życiu, wzruszająca – to wszystko znaleźć można w książce „Nienapisane”. Gorąco polecam.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Nienapisane, Anna Bichalska, Wydawnictwo Harper Collins, 2026