Poranieni ludzie mogą zostawiać po sobie całe pokłady żalu, kumulujące się w miejscach, gdzie mieszkali lub doznali krzywdy.
Miasto czy wieś? Gdzie lepiej mieszkać lub gdzie zapuścić swoje korzenie? W tym pierwszym jesteśmy bardziej anonimowi, a mimo to otoczeni wciąż przez tłumy niekoniecznie bliskich nam ludzi. W tym drugim zaś znamy niemalże wszystkich, ale czy to znaczy, że wiemy o sobie wszystko? Czy to miasto czy wieś, wszędzie mieszkają ludzie, którzy poranieni przez los próbują uwierzyć, że „z życia ciężko się wyleczyć” i może ono kiedyś znowu nabrać sensu. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wielce istotne jest, kto rzeczywiście mieszka tuż za rogiem i czy pozwoli nam na bycie po prostu sobą.
Byłam głęboko przekonana, że gdybym próbowała dopasować się do oczekiwań wszystkich, stałabym się… nijaka.
W Tymianowej, małej wiosce gdzieś w Beskidzie Niskim, w którym wciąż żywe są stare przesądy i legendy, a historia mieszkających tam kiedyś Łemków miesza się z obecnymi właścicielami ziem, swoją Wolną Chatę Bukowinę prowadzi Marta. Choć nie jest rodowitą mieszkanką tych terenów, to jednak odnajduje tutaj swoje miejsce na ziemi. Bo ta wioska ma swoją duszę i jest równie poraniona jak ona. A wiadomo, że doświadczenia zbliżają ludzi – jak widać dotyczy to także miejsc… Samotna, ale nie sama; poraniona, ale szukająca remedium na ból; obca, a mimo to dopasowana idealnie do otaczającej ją rzeczywistości. W Tymianowej odnajduje tych, którym jest równie trudno jak jej zapomnieć o przeszłości, dostosować się do okoliczności, a jednocześnie nie zgubić swojej tożsamości. Bo to właśnie ona tak ważna jest pod wieloma względami właśnie w tym miejscu, gdzie historia odrębności kulturowej, etnicznej czy religijnej niejednokrotnie spotykała się z niezrozumieniem. A tam, gdzie wciąż żyją potomkowie tych, których wygnano, najłatwiej Marcie odnaleźć bratnie dusze. Dopóki ktoś znowu nie zacznie tworzyć podziałów…
Z jakiegoś powodu ten dawny świat, który łączył, wydawał się mi się o wiele bardziej spójny niż ten dzisiejszy, próbujący dzielić, odrzucać – w zależności od poglądów – całe społeczności i wykreślać ich historie.
Bo kogoś takiego jak Tekla nie powinno się ignorować, a miejsce drogie jej sercu pielęgnować lub przynajmniej szanować. Uznawana za bosorkę, której według niektórych bliżej było do wiedźmy budzącej strach, należało zatem zatrzeć ślady jej bytności, a teren wykorzystać w iście współczesny sposób. Bo po co komu stara chata? Kto dziś wierzy w bajki o czarownicy? Trzeba iść przecież z duchem czasu, a nie w nie wierzyć. Ale czy na pewno? Bo jak się wkrótce okazało, niektóre duchy żywo trzymają się swoich miejsc i za nic mają marzenia innych o zmianach. Bo Tymianowa jest jak żywa istota – czuje, walczy o swoje i broni tych, którzy powinni pozostać w pamięci. Po to, aby przypominać, że inność nie zawsze jest zła, a walczą z nią tylko ci, którzy się jej boją. Może zdarzyć się i tak, że czyjaś odrębność stanie się siłą i przewodnikiem dla innych, którzy także czują się wykluczeni. A tych w Tymianowej nie brakuje.
Bosorki istnieją naprawdę. Ale zupełnie inaczej, niż wyobrażają to sobie ludzie (…) A zamiast psuć mleko – psują krew w żyłach i odbierają siły do życia. I nie da się przy nich oddychać.
Marta, zapraszając do siebie letników, ma okazje przekonać się, że takich bosorek jest obecnie na świecie bardzo wiele. Nadal udaje im się unikać odpowiedzialności za swoje niecne czyny, ciągle krzywdząc innych swoimi czarami. A tak, same przyczyniają się do cierpienia innych, pogłębiają wykluczenie społeczne, emocjonalną pustkę i niszczą tych, których powinni kochać bezwarunkowo. Dlatego tak ważne jest miejsce, które przygarnie pokrzywdzonych, ukoi ich serca i przekona, że znalezienie koniczyny z czterema listkami nie jest potrzebne do szczęścia – „czasem jak są dwa, to już jest bardzo dobrze”.
„Bosorka” to opowieść o świecie, w którym przeszłość miesza się z teraźniejszością po to, żeby zwrócić uwagę czytelnika na to, z czym boryka się człowiek bez względu na czas, miejsce czy moment dziejowy. To piękna metafora ludzkości, która ciągle popełnia podobne błędy. Zmieniają się okoliczności, używane środki i narzędzia, ale to co najważniejsze pozostaje niezmienne. Nadal musimy uczyć się tolerancji, akceptacji „inności”, likwidowania podziałów międzyludzkich i granic, które powodują niezgodę i strach. Czy to za czasów łemkowskich, czy w beskidzkiej Tymianowej, czy w każdym innym zakątku świata, ludzie poszukują miejsc, w których sąsiad okaże się przyjacielem bez względu na pochodzenie, poglądy czy wyznanie.
Nie można pominąć także faktu, że „Bosorka” to cała gama osobowości, które bawią, wzruszają i uczą. To połączenie powieści pełnej obyczajów, wątków psychologicznych, jak i kryminalnych. Co będzie dalej? Czy Tymianowa pozostanie oazą spokoju czy rozpęta się tornado, jakiego wioska dotąd nie widziała?
Polecam – koniecznie wejdź na Pogranicze między światami.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Pogranicze. Bosorka. Tom 1, Natalia Przeździk, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026