Nie mamy wpływu na to, co dzieje się wokół nas. Robimy co trzeba, aby przeżyć i uratować innych.
Czas wojny to moment, kiedy człowiek musi ciągle być w gotowości, aby bronić tak wielu spraw. Ochrony wymaga rodzina, przyjaciele, dzieci, ale także ojczyzna, ziemia czy dom. Często zapomina się, że bezpiecznego schronienia wymaga także nasze osobiste ja, które pozostaje zwykle na ostatnim miejscu w hierarchii ważności. A przecież my sami, nasze osobiste samopoczucie i moralna równowaga wymagają właśnie wtedy najczulszej troski. Jednak, kiedy obowiązek wzywa, wszystko inne zdaje się tracić znaczenie, naiwnie wierząc, że nad wszystkimi emocjami można zapanować i kierować się wpajanym od lat kodeksem moralnym. Uczucia mają jednak to do siebie, że lubią ujawniać się w najmniej oczekiwanym momencie i trudno je oszukać. One i tak znajdą drogę, aby zawojować nasze całe ciało i duszę. Czy iść z nimi na wojnę? A może lepiej posłuchać ich podszeptów? Tylko co zrobić, kiedy wszystko wokół krzyczy, że to nie powinno mieć miejsca? Kogo zatem bronić w pierwszej kolejności, siebie czy innych? A może niektóre sytuacje po prostu nie mają dobrego rozwiązania.
Urszula Sławiak nie może żyć inaczej, jak tylko w poczuciu służby na rzecz ojczyzny, z jasną granicą pomiędzy dobrem i złem, wrogiem i przyjacielem, obowiązkiem i przyjemnością. Otoczona przez tych, którzy ryzykują życie dla dobra kraju oraz tych, którzy decydują, kto powinien podjąć się konkretnej misji. I to właśnie wtedy, kiedy na jej drodze staje oficer gestapo Oskar Osman, przychodzi jej zmierzyć się z wyborem pomiędzy powinnością, a bezpieczeństwem, pomiędzy potępieniem, a tchórzostwem. Każdy z nich wydaje się równie zły, ale czy Ula naprawdę kiedykolwiek go miała? Podejmując się misji, w której w grę wchodziło przede wszystkim serce, konsekwencje musiały po prostu być dotkliwsze niż jakiekolwiek fizyczne rany odniesione w boju. Bo jak bronić miłości, kiedy jest ona towarem deficytowym, zakazanym i obarczonym wysokim ryzykiem?
„W obronie miłości” to oprócz ciekawej fabuły osadzonej w realiach II wojny światowej, także ciekawa opowieść o moralnych rozterkach bohaterów, którzy ciągle stoją na granicy. Przekroczenie jej w którąkolwiek stronę wiąże się z konkretnymi ideami, przekonaniami i lojalnością. Pytaniem zaś pozostaje fakt, czy można odnaleźć równowagę w świecie, który wymaga od nas podążania tylko w jednym kierunku. Bohaterowie za wszelką cenę starają się żyć zgodnie z wytyczonymi zasadami, ale czy miłość kiedykolwiek się im podporządkowywała? Ona potrafi być nieprzewidywalna, ale może wybaczyć wszystko? Jak wiele można dla nie zrobić, jak wiele zaryzykować i jak długo bronić coś, co wymyka się spod kontroli? Nie można natomiast stać w rozkroku, zmieniać masek i ciągle uciekać. Lektura powieści wymaga od czytelnika przyjrzeniu się opisanym sytuacjom z różnych stron i podjęciu się trudnej misji oceny bohaterów. Jak można się przekonać, nawet teraz nie jest łatwo podjąć decyzję.
Polecam – tak opowieść broni się sama.
*Cytat pochodzi z książki W obronie miłości, Magdalena Wojtkiewicz, Wydawnictwo Filia, 2026