Może czasami dawne historie pozostają z nami na zawsze? Nie zamykając się do końca… Ale czy znaczy, że muszą być ciężarem?
O tym, co smutne i bolesne chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Wymazać z pamięci obrazy i emocje, które towarzyszyły nam podczas tamtych wydarzeń. Nacisnąć klawisz „wykasuj” i wyczyścić naszą kartę pamięci. Albo chciałoby się zmienić bieg przeszłych wydarzeń, aby teraźniejszość była pozbawiona ran i blizn. Jednak, kiedy w grę wchodzi miłość i ukochana osoba, wtedy decyzja o „amnezji” nie jest już taka prosta. Niektóre wspomnienia wszak potrafią mieć terapeutyczną moc. Najgorzej zaś, kiedy pamięć zostaje nad odebrana niemalże siłą i nie mamy żadnego wpływu na to, czy kiedykolwiek do nas powróci.
Bruno i Amelia to para młodych ludzi, którzy mogą pochwalić się, że dane im było doświadczyć miłości takiej „na śmierć i życie”. Zakochani, z marzeniami na przyszłość oraz z miejscem, które na zawsze już będzie im się kojarzyć z najlepszym i najgorszym wydarzeniem w ich życiu. To właśnie na pewnym moście ich wspólna droga zostanie przerwana przez wypadek, w którym Amelia traci pamięć, a na innym rozpoczną nową jej odsłonę. To, co wydarzy się pomiędzy, będzie wymagało od nich ogromnego nakładu pracy, aby wrócić do emocjonalnej równowagi i poukładać sobie życie od nowa. Czy sprawdzi się tutaj powiedzenie, że „stara miłość nie rdzewieje”? Czy po wielu latach można ciągle być tą samą osobą i czy jesteśmy w stanie zaakceptować zmiany, które są wpisane w mijający czas?
Może po prostu trzeba zmienić wszystko, żeby odnaleźć coś prawdziwego.
„Spotkajmy się na moście miłości” to opowieść zbudowana na kontraście. Kiedy jeden bohater usiłuje zapomnieć, bo rzeczywistość nie obiecuje powrotu do tego, co było, drugi usilnie stara się odzyskać pamięć. Podczas lektury czuje się ciągłe napięcie i ciekawość, czy bohaterom przyjdzie się ponownie spotkać i czy wspomnienia będą bardziej boleć czy uzdrawiać. Bardzo dobrze pokazana jest siła ludzkiego umysłu, który dopóki nie poradzi sobie ze złymi emocjami, manifestuje swoją zachwianą równowagę w przedziwny sposób. Nie sposób nie polubić bohaterów, także tych drugoplanowych, bez których życie Bruna i Amelii byłoby jeszcze trudniejsze. Można zastanawiać się, czy w życiu zdarzają się aż takie zbiegi okoliczności, jak te pokazane w fabule, ale może to po prostu przeznaczenie i wszystko jest możliwe:-)
Polecam – mosty naprawdę potrafią łączyć ludzi, czas i wspomnienia.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Spotkajmy się na moście miłości, Monika Hakowska, Wydawnictwo Videograf, 2026