Czasem trzeba umrzeć, żeby narodziło się coś nowego. Trzeba odejść, żeby coś mogło żyć.
Kiedy słyszymy słowo „raj”, przed naszymi oczami pojawia się kraina, która po prostu nie ma wad. Kraina, w której chcielibyśmy się znaleźć ze względu na to, iż brak w niej smutków, cierpienia, zmartwień i wszystkiego, co jest dla nas trudne. Każdy „raj” ma bardzo osobisty wydźwięk, bo każdy wygląda chyba inaczej w zależności od tego, do kogo należy. Owa kraina szczęśliwości niestety zagrożona jest wtargnięciem na jej teren tych, którzy nie potrafią stworzyć sobie własnej i próbują nam ją odebrać. Od nas zależy, czy będziemy w stanie wykrzesać w sobie tyle siły, aby ją ochronić i wrócić z nowym pokładem energii i nadziei na przyszłość. Jak wiele razy jednak można walczyć o lepsze jutro? Jak bardzo zmienia się nasze postrzeganie raju w trakcie całego życia i czy można go przekazać komuś w spadku?
Ludzki los to cały czas droga, raz usłana różami, a innym razem pełna wyboistych kamieni.
Diagnoza lekarska, która jednoznacznie wskazuje, że dni Rozalii są policzone, przenosi czytelnika niejako wstecz, do początków jej życia w Machowie, które w jej wspomnieniach na zawsze pozostało rajem. Choć poza szczęśliwym dzieciństwem doświadczyła w nim także pierwszych smutków, chwil grozy i starty, to jednak całe swoje późniejsze życie tęskniła do machowskich jabłoni, pól i lasów, ludzi oraz zwierząt. Kiedy obserwujemy losy Rozalii i jej rodziny na przestrzeni kilkudziesięciu lat, widzimy, jak wiele razy musiała odbudowywać swoje poczucie bezpieczeństwa i próbować odtworzyć swój osobisty raj. Traciła osoby jej bliskie, miejsca, przedmioty, a wzmagało się w niej poczucie, że za każdy moment szczęścia trzeba tak naprawdę za chwilę zapłacić. Jednak trwała, bo „za każdym razem, gdy umierała, potem rodziła się na nowo”. Jednak wszystko ma swój kres…
Nigdy nie można wrócić do tego, co było, nawet jeśli z pozoru może się wydawać, że wszystko wraca na swoje dawne miejsce.
„W raju kwitną jabłonie” to opowieść o pełnowymiarowym życiu, w którym nie brakuje zarówno chwil szczęścia, jak i smutku, spokoju i burz, narodzin i śmierci. To historia rodziny, która naznaczona została ciągłym poszukiwaniem swojego miejsca na ziemi oraz tęsknotą za tym, co zostało utracone. To także zwrócenie uwagi na rolę jaką odgrywa w naszym życiu obowiązek (rodziców wobec dzieci, osób młodszych wobec starszych) i jak bardzo powinniśmy poświęcać się dla dobra innych. To także pytania o granicę ludzkiej nadziei… Rozalia staje się tutaj reprezentantką tych, którzy otrzymali bardzo trudną rolę świadka zmieniających się czasów, przebudowywania miejsc i doświadczania straty. Jednak wśród całego tego zmagania się z rzeczywistością przebija jakże piękny obraz świata. Rozalia miała okazję zobaczyć i przez pewien czas żyć w „raju na ziemi”, a to czasem wystarczy, aby uznać swoje życie za spełnione.
Polecam – ta opowieść zmusza do poszukiwań własnego ziemskiego raju.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki W raju kwitną jabłonie, Ewelina Miśkiewicz, Wydawnictwo Videograf, 2026