Wydawało jej się, że nie było nic piękniejszego na świecie niż aleja, mimo że w okolicy rozciągały się też inne wspaniałe widoki.

Czy pochodzenie może determinować czyjeś marzenia? Czy ważny jest majątek, koneksje i to, gdzie się urodziliśmy, aby móc podążać za tym, co dyktuje nam serce? Kiedyś skandalem były mezalianse społeczne, próby wyjścia ponad swój stan urodzenia – nie każdy mógł osiągnąć tyle samo, nie każdy mógł zamieniać marzenia w czyny, nie każdy miał odwagę, aby walczyć o lepsze życie. Bardzo trudno było pokonać drabinę społeczną, która nie pozwalała na równouprawnienie, szczególnie względem kobiet. A gdzie w tym wszystkim uczucia, emocje, spontaniczność? Dzisiaj powiedzielibyśmy, że miłość nie zna granic. Wygląda na to, że sto lat temu nawet ona pewnych drzwi nie potrafiła otworzyć. Tylko czy na pewno?

Modrzewiową aleją podążała najpierw Wanda, później Barbara. Choć dzieli je 100 lat czasu, obie równie mocno zachwycają się drogą, którą dane im było przemierzać. Aleja wiodąca do dworku Bogdanowiczów jest niczym przejście łączące dwa światy, dwa życia, dwie rodziny. Choć upłynęło wiele czasu odkąd Wanda spoglądała tęsknie w kierunku modrzewi, wydaje się, że Barbara w taki sam sposób patrzy w dal w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące ją pytania. Obie panie nie miały niestety szczęścia w miłości – ta pierwsza zakochała się w kimś nieodpowiednim dla córki stolarza, ta druga zaś została zdradzona. Konsekwencją są rany, które trudno wyleczyć, a blizny zdają się ciągle przypominać o tym, co się zdarzyło. I choć trudno porównać problemy z jakimi zmaga się Wanda i Barbara, łączy je jednak siła ducha, determinacja, ale też zagubienie, lęk i poczucie niesprawiedliwości. Niezaprzeczalnie jednak obie postawione wobec wyboru pomiędzy samotnością, a miłością, jednogłośnie wybierają tę drugą opcję.

Mam wrażenie, że to Wanda i Michał czuwali z góry, aby to zakończyło się pozytywnie.

„Modrzewiowa aleja” to opowieść o drodze, jaką musieli przejść bohaterowie, aby na jej końcu dotrzeć do bezpiecznej przystani w rękach osoby, którą się kocha. Nie była to łatwa podróż – pełna bólu, cierpienia, wyrzeczeń i zwątpienia. Tytułowa aleja staje się tutaj symbolem marzeń, które chce się spełniać pomimo przeszkód i niepewnych konsekwencji. Bo jak uwierzyć, że uczucie córki stolarza i panicza z dworku może mieć szansę się rozwinąć i oczekiwać zakończenia w stylu „żyli długo i szczęśliwie”? Jak przetrwać wojnę i odnaleźć się później w tym samym miejscu i z tym samym uczuciem? Zdarza się także, że nieważna jest data i wiek, aby pogubić się tak mocno w swoich własnych emocjach, żeby zachowywać się niczym rozkapryszona panna, która nie wie, którego kandydata wybrać na męża. Czy miłość nie zna granic? Absolutnie. Nawet wtedy, kiedy wszystko staje nam na przeszkodzie.

Polecam – przekonajcie się, jak wiele można zrobić dla miłości, kiedy w sercu szaleje wojenna zawierucha.

*Cytaty pochodzą z książki Modrzewiowa aleja, Aleksandra Broda, Wydawnictwo Novae Res, 2026