Nikt nie uratuje ciebie, jeśli ty sama tego nie zrobisz.

Epistolografia była niegdyś umiejętnością, której posiadanie było wyrazem dobrego wychowania, wykształcenia i pozycji w środowisku. Sztuka sformułowania odpowiednich zdań w poprawnym stylu i guście była oznaką szacunku i inteligencji. Wysyłano listy, kiedy ktoś chciał przekazać coś ważnego dla nadawcy i odbiorcy, ale także lekkiego i mniej pilnego. Na wiadomości się czekało, na listy się odpowiadało, a każda wizyta listonosza wzbudzała emocje. Dzisiaj ową formę komunikacji przejęły wiadomości tekstowe, maile i inne rodzaje elektronicznej rozmowy, czyli ciągle czujemy potrzebę wysyłania do innych na szybko (lub wolno) sklecone zdania. Jak wielkim zaskoczeniem zatem musi być otrzymanie listu w formie papierowej, napisanego eleganckim pismem na pięknej papeterii, który w dodatku przepowiada przyszłość. Już sama myśl wydaje się dziwna, a co dopiero realna koperta. Czy na takie przesyłki też czekałoby się obecnie z wielkim utęsknieniem?

Łucja właściwie do końca nie wie, czy błękitne koperty bardziej ją fascynują czy przerażają, czy czeka na nie z ciekawością czy obawia się kolejnych przepowiedni. Czując, że jest w tym coś niecodziennego, nie informuje nikogo o swojej nietypowej jednostronnej korespondencji. Bo jeśli nie ma nadawcy, to może to tylko żart? A może owych listów wcale nie ma, a ona cierpi na jakąś chorobę psychiczną, którą trzeba po prostu leczyć? W takim przeświadczeniu utrzymuje ją jej narzeczony Przemek, któremu rzeczona niedyspozycja umysłowa jest całkiem na rękę. A być może nie tylko on na tym korzysta? Kto tu jest ofiarą, kto katem, a kto manipuluje wszystkimi dookoła? Nawet zaangażowana w sprawę pani psycholog zaczyna gubić się w tej grze pozorów, kłamstw i samospełniających się przepowiedni.

Nie zawsze da się naprawić popełnione błędy. Nie każde drzwi zostają na zawsze dla nas otwarte.

„Błękitne koperty” to opowieść o potędze manipulacji i potrzebie samoakceptacji. Tutaj nie tylko bohaterowie wpadają w pułapki chorego umysłu, ale sam czytelnik staje się uczestnikiem intrygi. Nie sposób pozostać obojętnym na zabiegi manipulacyjne, jakie serwuje nam autorka i sami zaczynamy błądzić w fabule, szukając logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Jak mocno damy się wkręcić w wykreowany świat? Jak bardzo będziemy chcieli odkryć prawdę? A może wszystko to jedna wielka iluzja?

Polecam – niech do was także dotrze tajemnicza błękitna koperta. Sami zdecydujcie, czy ją otworzyć.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Błękitne koperty, Marta Jednachowska, Wydawnictwo Novae Res, 2026