A w życiu bardzo istotne są korzenie. Poczucie, że nie jest się znikąd, a z jakiegoś określonego miejsca.

Każda kultura czy narodowość ma swój kawałek ziemi, z której pochodzi i która w jakiś sposób ją definiuje. Mimo że globalizacja zdołała je wymieszać, poprzestawiać i pozornie zatrzeć granice, to jednak pewnych cech nie udało się wyeliminować. Czy to zewnętrznie czy w środku, każdy człowiek pokazuje lub czuje, gdzie mocniej bije jego serce i co określa jego osobowość. Owe poplątanie korzeni ma także swoją smutną stronę, kiedy świat zmusza ludzi do porzucenia swojego miejsca na ziemi i nie pozwala wzrastać tam, skąd pochodzą ich przodkowie. Najgorzej zaś, kiedy nie jest się świadomym, że daleko od domu ktoś na nich tęskni i czeka. Kiedy jednak pewne tajemnice chcą, aby je odkryć, trzeba znaleźć sposób, aby owe korzenie ponownie poczuły znajome im podłoże.

Historia ma to do siebie, że prawdę widzi się dopiero z pewnej perspektywy, a będąc w samym środku wydarzeń, nie jest się w stanie ocenić rzeczywistości.

Na kartach tej powieści splatają się losy trzech kobiet, które reprezentują trzy pokolenia. Jest Hanka i jej córka Ewelina oraz pani Zofia, która swoją opowieścią splata ich losy. A historia okazuje się sięgać swoimi mackami aż na Cypr i przedstawia, w jak okrutny sposób jedna z nich została pozbawiona swoich korzeni, co w konsekwencji doprowadziło do powstawania tajemnic, które czekają na odpowiedni moment, aby się ujawnić. Mija niemalże pięćdziesiąt lat, zanim prawda zostaje odkryta, a to tylko dlatego, że ktoś ma wyrzuty sumienia, a ktoś inny smykałkę do podróżowania i poszukiwań. Wydaje się, że całą historią rządzą zbiegi okoliczności, które doprowadzają do zaskakujących wniosków.

Każdy ma sprawy, których nie załatwił tak, jak należy, i o których nie może zapomnieć.

Kiedy wraz z Eweliną udajemy się na Cypr, historia zostaje wzbogacona o jakże wiele barw, smaków i zapachów. Podróżujemy razem z nią śladami Afrodyty, greckich mitów i historii, które wydarzyły się naprawdę. Poznajemy jakże okrutną prawdę dotyczącą północnej części wyspy, która wciąż nosi ślady minionych konfliktów, a po Mieście Duchów nadal krążą cienie tych, którzy w nim zginęli i tych, których wypędzono. Jednak dzięki opowieści pani Zofii i dociekliwości Eweliny, tragiczna przeszłość ma szansę choć trochę nadrobić zaległości i prosić się o lepsze zakończenie. Czy cypryjskie korzeni okażą się równie silne jak polskie i czy da się je spleść w jeden nierozerwalny warkocz?

„Cypryjskie meze” to jakże pysznie skomponowane danie, które wraz z każdym kolejnym talerzem zaprasza nas do świata tradycji, przyjaźni i nieprzemijających wartości. Kiedy zasiadamy do stołu, jesteśmy delikatnie zaintrygowani, później zachwyceni po to, aby na końcu stwierdzić, że tak zaskakującego posiłku już dawno nikt nam nie zaserwował. Takie są jednak opowieści Jolanty Kosowskiej – pełne barw, niezapomnianych miejsc i ludzkich historii, które pochłaniają nas bez reszty swoją nieprzewidywalnością. Zawsze wśród niezwykłych krajobrazów, zawsze z bohaterami pełnymi niespodzianek, zawsze z nutką tajemnicy.

Polecam – nikt nie wyjdzie z tej opowieści głodny.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Cypryjskie meze, Jolanta Kosowska, Wydawnictwo Novae Res, 2026