Bo wiesz… miejsca są ważne. Ale to, co naprawdę powinno nas budować, to ludzie.

Nawet najbardziej zagorzały podróżnik ma miejsce, do którego wraca po każdej wyprawie lub przynajmniej takie, w którym czuje się jak u siebie. Owo miejsce to przystań, które z jakiegoś powodu staje się ważniejsze, lepsze, przyjemniejsze niż wszystkie inne. Nazwijmy go po prostu domem. Niektórzy posiadają go od urodzenia, inni szukają przez wiele lat, a zdarza się, że i przez całe życie. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest owo poszukiwanie, które wymaga samozaparcia, wiary i nadziei, że ono gdzieś na nas czeka. Czy jednak chodzi w tym wszystkim o rozglądanie się za czterema ścianami z ogródkiem i ładnym widokiem z okna? Czy może raczej o wnętrze, które nie powinno być puste?

[N]ie należy oceniać ludzi po pozorach. Nawet jeśli te pozory wrzeszczą wniebogłosy, tańczą kankana i wymachują zapalonymi flarami dla zwrócenia uwagi.

Kiedy poznajemy Oliwię, dochodzimy do wniosku, że oto spotkaliśmy osobę, która w całym swoim dotychczasowym życiu była… bezdomna. Nie mieszkała w kartonie pod mostem, nie chodziła głodna i brudna, a mimo to miejsca, w których mieszkała nie pozwalały jej czuć się jak u siebie. Nie było w nich przestrzeni dla osobistych wyborów, marzeń oraz przyzwolenia na popełnianie błędów czy poszukiwania własnych rozwiązań. Aż w końcu rzeczywiście wolała zostać bez domu, niż żyć w takim, w którym jest wszystko oprócz niej samej. Z pomocą oraz w towarzystwie przyjaciółki wyruszyła w podróż w nieznane, która zaprowadziła je na Mazury. A tam znalazła nie tylko dom, ale tych, którzy pozwolili jej uwierzyć, że ma prawo żyć po swojemu. Bo nieważne w co wierzysz, co lubisz czy jak wyglądasz, najważniejsze, że nie ranisz innych, bo wiesz, jak cenny jest w życiu drugi człowiek.

To zadziwiające, co się z nami dzieje, gdy ktoś wreszcie dostrzeże w nas coś wartościowego.

„Mazurskie anioły” to opowieść, która jest przewidywalnie nieprzewidywalna! Choć zaczyna się tak, że wiemy, iż za chwilę odbędziemy podróż, podczas której bohater będzie poszukiwał swojej drogi w życiu i pewnie na końcu ją znajdzie, to wszystko co „pomiędzy” jest dla czytelnika absolutnie zaskakujące. Jest to bowiem wyprawa, która pokazuje, że anioły są wśród nas, bo ich zachowanie i usposobienie na pewno musi pochodzić z innego wymiaru. Pozornie szaleni, zwariowani i tak różni od nas, iż niemożliwym wydaje się znalezienie z nimi wspólnego języka. A jednak… Wanda nie tylko dostrzega ich wyjątkowość, ale także zaczyna doceniać siebie dzięki nim. Jej podróż udowadnia, że absolutnie z każdym można się porozumieć, jeśli tylko wiemy, co to empatia, tolerancja i wyrozumiałość. A od wariatów (lub psychopatów) chrońcie nas wszyscy święci, z jakichkolwiek wierzeń pochodzicie!

Polecam – zastanówcie się, czy wasze miejsca są wypełnione waszą obecnością.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Mazurskie anioły, Natalia Przeździk, Wydawnictwo Filia, 2026