A złośliwe fatum unosiło się w powietrzu nad nimi i nieustannie knuło.

Nieszczęścia chodzą parami – większość z nas wie, że owo powiedzenie lubi się sprawdzać nader często, co pozwala nam w jakiejś mierze przygotować się na drugi atak niefortunnych zdarzeń. Kiedy jednak następuje kolejna próba sił, pomimo odhaczonych wcześniejszych dwóch, czujemy podskórnie, że coś jest bardzo nie tak. Czyżby jednak nieszczęścia łączyły się w grupy, robiły zakłady i podbijały stawkę o to, kto bardziej zdoła uprzykrzyć człowiekowi życie? Prawda nieraz okazuje się okrutna i tzw. pech rzeczywiście może rozgościć się w naszych (nie)gościnnych progach. Czy istnieje sposób, aby go skutecznie wyprosić i zniechęcić do kolejnych odwiedzin? W końcu ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Było fajnie. To proste, uniwersalne słowo-wytrych, które w sumie niewiele znaczy, tym razem samo pchało się do głowy, wraz z petycją do losu, by to, co właśnie trwa, zbyt szybko się nie kończyło.

Wakacyjna wyprawa do Włoch miała być dla rodziny Sarneckich kolejną podróżą samochodem po Europie. Wprawdzie dzieci dorosły i trudno było je przekonać do wyprawy z rodzicami, to jednak wizja włoskiego jeziora Garda, lokalnych przysmaków i wrażeń jakoś przekonała latorośle do pomysłu. I wszystko odbyłoby się jak zwykle (nie idealnie, bo znienacka zawsze pozostaje możliwą opcją), gdyby pewien „peszek”, z bardzo dziwnym poczuciem humoru, nie postanowił wziąć sprawy w swoje ręcę i spełnić pewnego marzenia. Choć sam marzyciel był swego pragnienia zupełnie nieświadomy, to jednak los wziął go zupełnie na poważnie i odpalił atrakcję typu „hulaj dusza, piekła nie ma”. Niestety, tylko on hulał z radością, zostawiając piekło rodzinie na wyłączność. W ten sposób Sarneccy wrócili z wakacji z całym bagażem nowych doświadczeń, w których nie zabrakło rozmów z włoskimi mechanikami, firmami wynajmującymi samochody, hotelarzami, kierowcami autobusów, nie wspominając o włoskich bankomatach! A w tym wszystkim pies, który jako jedyny łagodził obyczaje:-)

Fatum nas nie pokonało, jesteśmy mądrzejsi i tak dobrze nam się rozmawia. Dlatego stać mnie na tę refleksję: warto było, droga rodzino.

„Wakacje po włosku” to opowieść, która zmusza czytelnika do śmiechu nawet wtedy, kiedy wcale sytuacja wręcz wymagałaby powagi, a może nawet paru łez. Nie sposób powstrzymać swojej wyobraźni od działania, bo z każdą kolejną stroną historia zaskakuje nas coraz bardziej. Od piękna przyrody i włoskiego klimatu, poprzez niezwykłe zbiegi okoliczności i niekończące się katastrofy, aż do sytuacji, w której śmierć po raz kolejny zaglądała bohaterom w oczy. Okazuje się, że należy uważać na to, czego sobie życzymy, bo los potrafi wziąć nasze słowa zbyt serio. Na szczęście pech działa w pojedynkę (mimo że wydaje się iż ma tysiące pomagierów), a rodzina Sarneckich cztery głowy ma nie od parady. Może nawet się okazać, że „peszek” pomógł w rodzinnej integracji i kolejny raz nieszczęścia będą chodziły parami już tylko ze strachu…

Polecam – Włochy jeszcze nigdy nie wydawały się tak pełne wakacyjnego „luzu”.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Wakacje po włosku, Katarzyna Kielecka, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026