Za to, co nieznane, a jest nam pisane!
Kiedy spoglądamy wstecz na panujące kiedyś obyczaje i wszechobecne konwenanse, bardziej jesteśmy skłonni twierdzić, że życie uczuciowe miało w sobie więcej z „wyroku” niż szczęśliwego zrządzenia losu. Pary małżeńskie często były „na siebie skazane”, a „sobie pisane” tylko na papierze, który wiązał bardziej majątki niż serca. Jak dobrze, że czasy się zmieniły, a jedynym, co narzuca nam jakieś ograniczenia jest nasze własne serce. Jest jednak coś, co nie zmienia się od wieków, a mianowicie pewien „chichot losu”, który potrafi pokrzyżować nawet najbardziej przemyślany plan i zaskoczyć swoim oryginalnym pomysłem.
Animozje bywają nieoczywistym, ale zaskakująco solidnym fundamentem przyjaźni. O ile los nie postanowi napisać innego scenariusza – a on przecież słynie z ironii…
Grupa trzydziestolatków, których losy w pewien sposób zostały połączone w jeden, ponad wszystko cenią sobie przyjaźń, która wydaje się silniejsza niż burze i zawieruchy nieomijające ich życia. Raźniej jest przecież odbywać ziemską wędrówkę, kiedy można na kogoś liczyć w każdej sytuacji. A jest w kim wybierać, bo tutaj każdy jest inny, każdy oryginalny i reprezentujący różne podejście do życia. A najciekawsze w tej grupie okazują się perypetie Kaliny Podhoreckiej i Piotra Kazaneckiego, których los postanowił sobie przedstawić. I chociaż pierwsze wrażenia pozostawiają wiele do życzenia, a ironia prowadzi pojedynek z sarkazmem, to jakimś dziwnym trafem tych dwoje zaczyna więcej łączyć niż dzielić. A wspólne tajemnice stwarzają przecież mnóstwo powodów do spotkań… Czy poukładane życie Kaliny, jej samowystarczalność i złe doświadczenia z mężczyznami pozwolą jej dostrzec usilne starania przeznaczenia?
Masz niebywały talent do odgrywania scen jak z szekspirowskich tragedii.
Kalina i Piotr nie urodzili się jednak wczoraj, aby nie nieść na swoich barkach już kilku złych i dobrych doświadczeń, nie borykać się z przeciwnościami losu oraz nie mieć swoich przyzwyczajeń, które czasem trudno komuś innemu zaakceptować. I to właśnie ich przeszłość oraz lęki, których się nabawili powodują, iż niczym w znanym wierszu, ona często jest obrażoną czaplą, a on niczym żuraw unosi się dumą. Do tego dodajmy rodziny i bliskich, którzy mają albo swoje złote rady, albo wyrażają dobitnie swoje zdanie i wizja wspólnego gniazda wciąż stoi pod znakiem zapytania. Czy Piotr, jako zawodowy architekt, zdecyduje się je zaprojektować, a Kalina zaakceptuje możliwość zbudowania czegoś z człowiekiem, który tak bardzo przekracza jej wszelkie granice?
W ciągu doby sporo może się zmienić.
Dylogia Karoliny Tomaszewskiej to opowieść o relacjach, które pojawiają się w życiu człowieka. Mowa tutaj o przyjaźni, miłości, zazdrości, rodzicielstwie i zawodowej współpracy. To właśnie te role najczęściej definiują to kim jesteśmy, kim chcielibyśmy być lub w jakiej relacji jest nam niewygodnie. „Na siebie skazani” pozwala nam poznać bohaterów, zajrzeć do ich domów i pozostawić nas z uczuciem zapowiedzi bardzo dynamicznego związku dwojga ludzi. „Sobie pisani” zaś udowadnia, iż nawet bardzo humorystyczne podejście do tematu trzeba opatrzyć głębią logicznego uzasadnienia zachowań bohaterów. Jednym słowem – życie. Jest tutaj naturalnie, lekko, bez zadęcia i filozofowania, a jak obrazowo i realnie. Nawet bohaterowie uwierzyli, że wszystko było ich osobistym wyborem:-)
Polecam – żuraw i czapla w końcu dostali nowe zakończenie!
Cykl Amor Fati to:
- Na siebie skazani
- Sobie pisani
*Wszystkie cytaty pochodzą z książek Na siebie skazani oraz Sobie pisani, cykl Amor Fati, Karolina Tomaszewska, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026